Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIFESTYLE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIFESTYLE. Pokaż wszystkie posty
09:30
Macbook Air - wnioski po 1,5 roku użytkowania
Ostatnimi czasy zainspirowała mnie rozmowa z moim kolegą na temat napisania recenzji urządzenia, ale z perspektywy jego długotrwałego użytkowania (Maćku, pozdrowienia!). Wiele recenzji bazuje na tygodniowym testowaniu danego sprzętu, co jest w zasadzie mało miarodajne. W większości jest w stanie oddać emocjonalny szok, zachwyt i tzw. pobieżne wrażenia, ale pozbawione jest dość istotnej informacji. Informacji na temat zachowywania się naszego elektronicznego kompana po dłuższym okresie użytkowania.
09:30
Walentynki 2018 to... nasza trzecia rocznica ślubu!
Gdy planowaliśmy ślub, początkowo miał się on odbyć w czerwcu, mniej więcej wtedy gdy się poznaliśmy. Mniej więcej w połowie września naszła mnie myśl, by sprawdzić "świąteczne" dni, które wypadają w soboty. Czyli kiedy mniej więcej nasza rocznica poznania wypadnie w sobotę, walentynki lub nasze urodziny. I tak patrzę, patrzę a tu walentynki 2015 wypadają w sobotę i to już za 5 miesięcy. Kolejna taka okazja byłaby dopiero w 2026 roku... także chyba sami rozumiecie.
17:02
Włoskie dolce far niente - nasza fotoksiążka od Saal Digital
Nasze ostatnie wakacje były wspaniałe, rzekłabym nawet idealne! Mieliśmy mnóstwo ruchu, dużo pysznego jedzenie i jeszcze więcej zwiedzania. Gdzieś tam z tyłu głowy pamiętałam o tym, że czas wywołać wreszcie zdjęcia. Poprzednie wakacje w Albanii, kiedy oboje byliśmy 25kg do przodu, skutecznie wybiły mi z głowy wywoływanie zdjęć czy projektowanie foto-książki. Teraz oprócz świetnych wakacji, mamy równie świetne zdjęcia do których wracam z przyjemnością. Tym chętniej wzięłam udział w teście foto-książki Saal Digital i zaprojektowałam pamiątkę na lata - włoskie dolce far niente.
12:18
Keratynowe prostowanie włosów - jedna z najlepszych decyzji w sprawie moich włosów!
Długo zastanawiałam się nad keratynowym prostowaniem włosów, gdyż bałam się efektu przylizanych włosów. Codzienne męki z okiełznaniem napuszonych pukli, suszenie ich na okrągłej szczotce doprowadzało mnie do szału. Często kładłam się spać z mokrą głową, co powodowało tragedię na mojej głowie. Gorzej być nie mogło, więc zdecydowałam się na prostowanie.
18:58
Yamaha LSX-170 czyli design i jakość w przystępnej cenie
Praktycznie każdy lubi słuchać muzyki. Nie każdy jednak pragnie w tym celu reorganizować wystrój swojego mieszkania, aby móc pomieścić kosztowny sprzęt audio, nierzadko składający się z wielu elementów, takich jak dedykowany wzmacniacz/amplituner, odtwarzacz CD oraz zestaw kolumn połączonych zestawem plątających się kabli.
11:30
Jedna z najlepszych klawiatur bluetooth do iPada mini 4
Dziś chciałbym Wam opowiedzieć o świetnym gadżecie, który rozwija możliwości tabletu do wygodnego wprowadzania treści.
Od dość dawna interesowałem się rozbudowaniem mojego tabletu o funkcjonalną klawiaturę bluetooth, która umożliwiłaby komfortowe wprowadzanie tekstu bez potrzeby korzystania z laptopa. Zależało mi na sprawnym napisaniu maila lub komentarza w serwisach społecznościowych bez potrzeby klikania w ekran tabletu.
12:00
Metamorfoza sypialni - biała sypialnia i malowanie mebli, to łatwe!
Gdy wprowadzaliśmy się do mieszkania, nie miałam zbyt dużo czasu na dopieszczenie sypialni. Nie była zła, chociaż dla mnie za ciemna. Punktem wyjściowym do jej urządzenia był obraz z galaktyką, do niego dobraliśmy kolory i "jakoś" wyszło. No właśnie, "jakoś". Po dłuższym czasie, gdy wszystkie inne pomieszczenia były dopieszczone postanowiłam odmienić sypialnię. Kilka minut po tym, gdy mój mąż wyszedł do pracy, pobiegłam do sklepu po wałek i 10 litrów białej farby oraz farbę do malowania mebli.
Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Cały pokój stał się jasny i o wiele większy, a zmieniły się tylko kolory!
Było tak...
A teraz jest tak...
Na pierwszy ogień poszły ściany i meble. Nie łatwo było zakryć metaliczną farbę na ścianach, ale po trzech warstwach nic nie przebija i oczy cieszy czysta biel. Nie chciałam inwestować w nowe meble, te są praktycznie nowe więc idąc za poradą w sklepie przemalowałam je. Okazało się to banalnie proste.
Meble dokładnie umyłam, odtłuściłam i nałożyłam cienką pierwszą warstwę białej, półmatowej farby. Wystarczyły trzy warstwy. Po upływie 24 godzin zrobiłam małe przecierki na łóżku i komodzie, by meble nabrały postarzanego wyglądu.
Pozostały efekt zrobiły tak naprawdę dodatki. Zasłony dobrałam w dwóch odcieniach beżu, o innych fakturach by ładnie się ze sobą komponowały, ale również idealnie zaciemniały pokój. Zamiast klasycznej firany powiesiłam koronkowe cieniutkie zasłonki, dzięki temu mam łatwy dostęp do otwarcia okna czy obsługi nawilżacza, który stoi na parapecie.
Główną ścianę na wprost łóżka okleiłam tapetą ze wzorem desek, a na niej powiesiłam lustro w antycznej ramie. Dzięki temu komoda jest również toaletką, ale znajdziecie na niej nie tylko kosmetyki a starą kankę na mleko z kwiatami czy brązowy gramofon. By biały blat nie uległ zużyciu gdy się maluję, w centralnym miejscu położyłam złotą podkładkę. I tak jak zawsze marzyłam, znalazło się wreszcie miejsce na nasze ślubne zdjęcie.
Na ścianie obok wyjścia wisi duże, pionowe lustro również w białej, antycznej ramie. Idealnie wpasowało się w wolną przestrzeń między łóżkiem a drzwiami. Teraz sypialnia jest najjaśniejszym pokojem w naszym mieszkaniu, toteż zależało mi na dużym lustrze w którym zobaczę swoją całą sylwetkę.
Obok lustra wisi ręcznie wykonany obraz, początkowo była to poszewka na poduszkę, ale rozprułam jej boki i oprawiłam w ramę. Teraz wiem, że poszewka się nie zniszczy i zostanie z nami na zawsze. To prezent, który dostaliśmy na naszą pierwszą rocznicę ślubu i przedstawia dwoje zakochanych ludzi w peruwiańskiej scenerii. Moja Mama po wyprawie do Ameryki Południowej przywiozła nam takie cudo dziergane ręcznie przez tamtejsze kobietki przy Lago Titicaca. Zaraz obok obrazu wisi łapacz snów, o którym marzył mój małżonek i w tym roku znalazł go pod choinką.
Oba lustra otulone są świecącymi kulkami zwanymi cottonballs. Użyłam jedynie białych i beżowych kulek, by nie wprowadzać zbyt wielu kolorów.
Początkowo na podłodze leżała owcza biała skóra, jednak okazała się ona nie praktyczna więc kilka dni temu została wymieniona na miękki dywan w kolorze ecru.
Najważniejszy a raczej najwygodniejszy element w naszej sypialni - Łóżko!
Idąc za ciosem postanowiłam zadbać o nasz komfort spania. Też macie odwieczny problem z kołdrą, albo z rozkładaniem się na środku bo tam materac jest najmniej wygnieciony?
Słuszny rozmiar kołdry w łóżku małżeńskim to 240x220 i nie wrócę do 200x220 za żadne skarby. Te 40 centymetrów robi ogromną różnicę. Dużym problemem okazało się znalezienie ładnej i trwałej pościeli na taki rozmiar kołdry, po dłuższych poszukiwaniach zdecydowałam się na zakup pościeli hotelowej - i jestem z niej zachwycona. Śnieżnobiała pościel, odporna na pranie do 60*C, 100% gruba bawełna, czego chcieć więcej. Jako dodatki dobrałam narzutę i dwa jaśki w kolorze ecru z widocznym sweterkowym wzorem.
Ale najważniejsze, na czym to wszystko leży? Na nowym materacu.
Nasz kilkuletni materac z sieciówki był znośny, z pewnością wygodniejszy niż kanapa, ale odczuwałam już na nim wgniecenia i czasem budziłam się z dyskomfortem pleców. Po zdjęciu wszystkiego z łóżka, gdy zobaczyłam stan pokrowca to dosłownie złapałam się za głowę. Na łóżku nie spały zwierzęta, dzieci, nic się nigdy nie wylało, to skąd te plamy? Jak się okazało, to najzwyczajniejszy w świecie ludzi pot plus wspaniałe kremy do ciała, które zostawiają niesamowite plamy.
Jak zmieniać sypialnię, to do końca, postanowiłam, że czas na nowy materac. Nie byłam nawet świadoma, że istnieją materace a raczej producenci, który chcą zapewnić swoim klientom możliwość prania pokrowca materaca bez konieczności przechodzenia przez małżeńską, godzinną kłótnię spowodowaną naciąganiem pokrowca na ogromny materac. Tak trafiłam na sklep z materacami PlantPur.
Tak znalazłam materac idealny, który ma odpinaną wierzchnią warstwę, którą w każdej chwili możemy wyprać w domu. Po prostu cudo! Wrzucam zdjęcie producenta, byście wiedzieli o co mi chodzi. Dodatkowe informacje znajdziecie o PlantPur tutaj, ale możecie też poczekać na mój kolejny post.
Co do samej wymiany materaca, był to strzał w dziesiątkę. Myślę, że przygotuję dla Was osobny post o tym jak dbać o materac, na co zwracać uwagę przy kupnie i o tym, na jaki materac zdecydowałam się ja. Teraz śpi się nam jak na chmurce!
Męska strona sypialni
Jak widzicie, sypialnia ma też swoje męskie strony, w końcu to nasz wspólny pokój, w którym mamy się relaksować. Chciałabym tylko telewizor w białej ramie, ale to już czysta fanaberia :)
Przede wszystkim mój mąż gra i chciałam, by jego gitary miały swoje miejsce i ładnie się prezentowały. Nie ma co ukrywać, wyglądają też świetnie jako dodatki w sypialni. Tak więc wszystkie zajmują teraz jedną ścianę w sypialni, nierównolegle powieszone by nie było nudno, znajdzie się nawet trochę miejsca jak ja nauczę się grać - ale to długa historia.
Po drugiej stronie wisi mały telewizor, ale nie ma podłączenia antenowego, więc nie oglądamy telewizji dla zabicia czasu. Służy nam on wyłącznie do oglądania filmów. Przez dłuższy czas nie wiedziałam jak rozwiązać kwestię pilotów, myszki (do tv podłączony jest mikro komputer) czy głośnika, w końcu postanowiłam zamontować krótką ale długą białą półkę. Docelowo miało wyglądać to inaczej, przede wszystkim miała być krótsza :) Niestety po wizycie w meblowym, nie miałam już w głowie wycinania półki pod wymiar, tylko zapłaciłam za tą i byłam zachwycona. Końcowo wcale nie jest za długa, mieści się na niej wszystko, a nawet i kieliszki wina gdy wymaga tego nastrój.
Ostatnim elementem męskiej strony jest głośnik bluetooth. Nie tylko odtwarza dźwięk z telewizora, ale jest również budzikiem, który gra naszą ulubioną muzykę rano. Dodatkowo jest genialną lampką nocną, sterowaną przez.... telefon. Bardziej gadżeciarsko się nie dało.
Jak to wyglądało finansowo (w zaokrągleniu)?
1250 zł - praktycznie wszystkie rzeczy - farba, lustra, zasłony, firanki, dywan, cottonballs, podkładki, kwiaty, narzuta, jaśki, biały kosz na pranie, ramka na zdjęcie itp.
1700 zł - materac
1200 zł - półka tv, uchwyt tv, telewizor, głośnik
To by było na tyle z metamorfozy sypialni, jak podoba się Wam efekt? A poniżej więcej zdjęć...
12:48
Jak zrobić wazon ze starej kanki (bańki) na mleko
Gdy postanowiłam przerobić naszą sypialnię z super ciemnej na super jasną, zdecydowałam się na romantyczny, wiejski styl. Wymarzyłam sobie ścianę z imitacją drewna (tapeta), cottonballs i wazon pełen piwonii.
Długo szukałam ładnych, dużych kwiatów, które nie biją sztucznością od pierwszego spojrzenia. Wiedziałam, że takie kaprysy kosztują więc zrezygnowałam z poszukiwań odpowiednich kwiatów w kwiaciarni. Znalazłam natomiast piękne kwiaty na allegro, dostałam dodatkowe zdjęcia na maila i nie zapłaciłam "miliona monet". Zawsze podkreślam, że warto zainwestować w porządne sztuczne kwiaty, bo płacimy za nie tylko RAZ, a mają cieszyć oko codziennie.
Kwiaty znalezione, przyszedł czas na poszukiwania odpowiedniego wazonu. Do tak wysokich i bujnych kwiatów, wazon musi również pasować rozmiarem. Wszystkie, które miałam w domu nijak się nadawały. W końcu po wielu próbach aranżacji, wniosek nasunął się sam - potrzebuję wysokiego wazonu, przynajmniej 30cm, białego i szerokiego by pasował do kwiatów. Będąc w ikeii zobaczyłam w gotowych aranżacjach sztuczne hortensje wsadzone do metalowej konewki. Zakochałam się. Niestety konewka zajęłaby mi za dużo miejsca na komodzie,więc szukałam alternatywy. Przeglądając setki zdjęć kwiatów w konewce natknęłam się na kwiaty w metalowej bańce.
Kupiłam więc starą kankę na allegro, nie przejmowałam się kompletnie jej wyglądem, liczyła się dla mnie tylko wysokość, a ta ma akurat 33cm.
Gdy kanka do mnie dotarła, rozłożyłam na stole rozcięty worek na śmieci i za pomocą papieru ściernego 120 zmatowiłam kankę, trwało to może 10 minut. Nie zależało mi na dokładnym ściągnięciu koloru, raczej na wyrównaniu powierzchni. Umyłam kankę płynem do naczyń, dokładnie wytarłam i odstawiłam na 30 minut.
Pomalowałam kankę cieniutko pierwszą warstwą farby, odstawiłam 2 godziny by dokładnie wyschła. Poczekałam, chociaż kanka w dotyku była już sucha po 15 minutach. Za pomocą papieru ściernego zrobiłam dużo mocnych przecierek. Kankę wytarłam miękką szmatką, by pozbyć się resztek farby. Możecie zabrać ją też do łazienki i potraktować suszarką. Pędzlem naniosłam drugą cieniutką warstwę, również w miejscach przecierek i odstawiłam kankę na 4 godziny.
Używałam farby śnieżka supermall (farba akrylowa do mebli i metalu, kolor biały jedwabisty połysk), głównie dlatego, że została mi po pomalowaniu komody i łóżka. Stąd na kance widać miejscami lekki połysk. Możecie też użyć farby kredowej, wtedy kanka będzie wyglądała delikatniej. Mi zależało właśnie na takim zimnym efekcie, jakby ta kanka była prosto z podwórka.
Ile wydałam?
- Stara kanka 30zł (już z wysyłką)
- Piwonie 90zł (jeden kwiat 25zł, kupiłam 3szt.)
- Papier ścierny, pędzel 5zł
- Farba biała 15zł
18:30
Mrówki faraona w domu - jak się pozbyć tego koszmaru!
![]() |
| (Wiratchai wansamngam/Shutterstock.com) |
Miało być tak pięknie, zmiana mieszkania, nowe meble... wszystko gotowe i ogromna przeprowadzka. Kartony wniesione, wyjęte 20 godzin z życiorysu i wszystko rozpakowane. Lodówka załadowana jedzeniem. Ah to pierwsze gotowanie w nowej kuchni. Kotek (wtedy jeszcze jeden) zachwycony, biega po mieszkaniu niczym mały szczeniak i zwiedza, zwiedza i zwiedza. Nowe miski ustawione - pod kolor mebli kuchennych - karma wysypana. Czas odpocząć.
Mija kilka dni, z każdym coraz cudowniej się mieszka. Aż do pewnej soboty... wracamy wieczorem do domu i........ KOSZMAR! Od łazienki do kuchni utworzyła się autostrada kilkupasmowa dla mrówek! I wynoszą wszystko... karmę Fryderyka, cukier, wszystko. A w dodatku są tak cholernie małe i inne niż mrówki, które znałam. Mieliście podobnie? Tak, to cholerstwo to MRÓWKI FARAONA.
Myślałam, że oszaleje. Od razu pojechaliśmy na zakupy, rozsypaliśmy trutki, pryskaliśmy sprayem. Uff.. dwa dni i nie ma mrówek. Zaczęłam się cieszyć, znów mieszkanie było wymarzonym mieszkaniem. Minął tydzień.. znów spotykam mrówki. Czasem jedną na szafce kuchennej, czasem gdzieś w okolicach lodówki, czasem też na okapie. Tym razem już nie wiedziałam, gdzie wędrują bo spotykałam pojedyncze okazy. Pojechaliśmy do Ikeii - poszło ze 150zł ale wszystko, kompletnie wszystko trzymamy już w pojemnikach. Każdy ryż, cukier, kaszę, makaron a nawet herbaty są zamknięte w plastikowych pojemnikach. Wyjęłam z szafki cukier puder - jeszcze fabrycznie zapakowany - postawiłam na kuchennym blacie, obok wszystkich innych wyjmowanych rzecz. Kilka sekund i blat zrobił się cały czarny. Przepraszam, prawie się zrzygałam. Wszystko, co było w tej samej szafce wyleciało momentalnie do worka na śmieci. Cukier to była cała hodowla mrówek. Znów spokój, mrówek nie ma przez kolejne może dwa tygodnie. Szafki umyte, na wszystko uważam, żeby się nie wysypało. Nawet najmniejsza szczypta mąki, cukru - czegokolwiek.
Kolejne tygodnie spokoju, robię wieczorem herbatę i widzę spacerującą mrówkę po okapie. Nawet kilka mrówek. Załamałam się, wszystkie trutki nie podziałały. Łzy w oczach, mrówki dalej szlajają się po kuchni. Odechciewa mi się gotować... Dzwonię następnego dnia do "fachowca". Blabla bla 150-200zł, rozłożę trutkę i mrówki się wyprowadzą w kilka tygodni. No ale najwcześniej mogę przyjechać za 10 dni. Ja pierniczę no....
Gdzie tym razem były mrówki? Sprowadziły się na stałe - nawet była wielka spasiona królowa. Schowały się w szafce, w której nie było jedzenia. Zalęgły się w starym czajniku elektrycznym - ale nie w widocznym miejscu - w środku podstawki. W życiu bym na to nie wpadła. Wszystko poszło do kosza.
Przynajmniej zapamiętałam, że owa magiczna trutka opiera się na hormonach mrówek i jest skuteczna. Magia internetu. Znalazłam trutkę, nawet udało mi się znaleźć sklep w Warszawie. Dwie godziny później odbierałam już trutki ze sklepu Insekt :) :)
15zł za trutkę - w opakowaniu dwa karmniki. Sklep na drugim końcu Warszawy, kupiłam od razu 6 opakowań. Na instrukcji było nawet narysowane, gdzie najlepiej umieścić karmniki dla mrówek. Chyba mają doświadczenie - we wszystkich miejscach u mnie były mrówki. Tak więc mój post sprowadza się do tego, że można skutecznie pozbyć się mrówek faraona - FARATOX B. Tę nazwę warto zapamiętać. Nie ruszałam nic w szafkach, wzięłam latarkę i podświetlałam każdą szafkę w poszukiwaniu mrówki. Gdy już jedną znalazłam, wysypywałam kilka ziarenek trutki - mrówka w kilka sekund zachowywała się jak zwariowana. W końcu brała kawałek trutki i tu zaczynało się moje śledztwo. Cały czas świecąc latarką - te cholerstwa są małe - podążałam za mrówką i patrzyłam gdzie niesie jedzenie. Tam zostawiałam karmnik.
Gdzie znalazłam mrówki?
- w łazience za mocowaniem umywalki
- w łazience przy rurach od ogrzewania
- w kuchni pod zlewem
- w kuchni wychodziły ze ściany w miejscu gdzie jest rura od okapu
- w kuchni przy liczniku gazowym
- w kuchni przy listwie podłogowej pod lodówką
- w kuchni pod płytą kuchenną
- w kuchni przy kontakcie
MASAKRA.
Nie oczekiwałam efektów od razu. Mrówki wchodzą do miseczek z trutką, wynoszą ją ze sobą myśląc, że jest jedzeniem i zanoszą królowej. Po tygodniu mrówek nie było :) Śledząc te małe potwory dopatrzyłam się nawet niesubordynacji - kilka mrówek zjadło po drodze trutkę i zdechło. Nie zaniosły do królowej tylko podjadały.
Codziennie sprawdzałam miejsca, gdzie są karmniki. Przez pierwsze kilka godzin ruch był mały, traciłam nadzieję. Następnego dnia ruch był taki, jak na lotnisku w Londynie. A później już coraz mniejszy. Aż mrówki zniknęły. Przez 1,5 roku nie pojawiła się ani jedna.
Kilka miesięcy temu pojawiła się "mrówka zwiadowca" - tak nazywam te mrówki, które spacerują samotnie a jak znajdą jedzenie to zwołują całą ekipę. Wyszła tylko z jednego miejsca i tylko jedna mrówka. Mrówka przybyła z miejsca, w którym kiedyś wisiał karmnik. Więc ponownie - powiesiłam trutkę, trochę rozsypałam, żeby je przyciągnąć. Po dwóch dniach już nie pojawiła się żadna mrówka.
Minęło już pół roku - mrówek brak. Używałam wielu trutek - dosłownie wszystkich sprzedawanych w leroy czy obi. Żadna nie pomogła, żadna. Dlatego, jeśli ktoś, tak ja ma dość - pora użyć Faratoxu.
Najlepsze jest to, że po jakimś czasie spytałam starego właściciela mieszkania czy były mrówki... no powiedział - "wie Pani kiedyś tam były" - "w sumie to 10 lat były". Gdybym wiedziała wcześniej, to pewnie nadal chciałabym to mieszkanie - ale najpierw, zanim wniosłam swoje rzeczy i nowe meble zrobiłabym pełna dezynsekcje.
Na szczęście mrówki faraona to już przeszłość. Ale mam w domu kilka karmników z trutką... i czekam na kolejną mrówkę-zwiadowcę :)
AKTUALIZACJA 02.2016
Wreszcie doprosiłam się, by spółdzielnia zrobiła dezynsekcję w pionach blokowych. "Porwałam" Pana od dezynsekcji na kawę i wyciągnęłam od niego wszystkie potrzebne informacje.
Faratox to dobre rozwiązanie, ale istnieje lepsze. Faratox po kilku dniach/tygodniach wietrzeje i mimo, że karmnik jest pełny to mrówki już tego nie zjadają. Lepiej zainwestować w żel o nazwie Fourmidor. Pojemnik kosztuje ok. 100zł, ale żelu aplikujemy tylko trochę. Działa tak samo jak faratox, ale szybciej. Pozostały żel przechowujemy w pojemniku i nic się z nim złego nie dzieje. Lepsza inwestycja niż faratox.
Taki pojemnik jak poniżej starczył na aplikację piwnic, klatki schodowej w 4 piętrowym bloku i około 15 mieszkań (łazienka, kuchnia, korytarz).
Po zastosowaniu fourmidoru w większości mieszkań w moim bloku - zaciągnęłam owego Pana do każdego mieszkania (ale nie wszyscy byli w domu) - nie mamy mrówek już ponad pół roku. To dla mnie nie nowość, ale żaden z sąsiadów nie miał mrówek od tego czasu.
Fourmidor można kupić na allegro, nie szukałam go w sklepach.
Wreszcie doprosiłam się, by spółdzielnia zrobiła dezynsekcję w pionach blokowych. "Porwałam" Pana od dezynsekcji na kawę i wyciągnęłam od niego wszystkie potrzebne informacje.
Faratox to dobre rozwiązanie, ale istnieje lepsze. Faratox po kilku dniach/tygodniach wietrzeje i mimo, że karmnik jest pełny to mrówki już tego nie zjadają. Lepiej zainwestować w żel o nazwie Fourmidor. Pojemnik kosztuje ok. 100zł, ale żelu aplikujemy tylko trochę. Działa tak samo jak faratox, ale szybciej. Pozostały żel przechowujemy w pojemniku i nic się z nim złego nie dzieje. Lepsza inwestycja niż faratox.
Taki pojemnik jak poniżej starczył na aplikację piwnic, klatki schodowej w 4 piętrowym bloku i około 15 mieszkań (łazienka, kuchnia, korytarz).
"Mrówki pobierają żel i przenoszą do mrowiska, gdzie karmią nim larwy, zwiększając w ten sposób owadobójcze działanie preparatu. Efekty zwalczania są widoczne już po jednym dniu od zastosowania, a pełną skuteczność preparat osiąga po ośmiu dniach po aplikacji."
Po zastosowaniu fourmidoru w większości mieszkań w moim bloku - zaciągnęłam owego Pana do każdego mieszkania (ale nie wszyscy byli w domu) - nie mamy mrówek już ponad pół roku. To dla mnie nie nowość, ale żaden z sąsiadów nie miał mrówek od tego czasu.
Fourmidor można kupić na allegro, nie szukałam go w sklepach.
AKTUALIZACJA 22.03.2017
Widzę, że coraz więcej osób odwiedza ten wpis, po roku od zaaplikowania fourmidora informuję, że mrówek nadal u nas nie ma. Pytałam sąsiadów, u nich również mrówek brak i wszyscy są przeszczęśliwi. Pierwszy raz tak skuteczne okazało się zaaplikowanie trutki.
Odpowiadając na pytania:
Jak zmusić spółdzielnię do dezynsekcji mrówek? - nie da się. Jedynym ich obowiązkiem jest zrobienie dezynsekcji na korytarzach, w piwnicach i pionach łazienkowych. O swoje mieszkania musimy zadbać sami. Buteleczka fourmidoru kosztuje ok. 120zł, u nas starczyła na dezynsekcje 20 mieszkań oraz piwnicy i klatki schodowej. Dezynsekcja przez spółdzielnię kosztowała u nas 100zł od mieszkania. Prosta matematyka, lepiej zrobić zrzutkę z sąsiadami i kupić kilka buteleczek, aplikacja nie jest trudna.
Co polecam bardziej - fourmidor czy faratox b?
Zdecydowanie fourmidor, gdyz na dłużej wystarcza mimo ceny. Faratox b szybko wietrzeje, raz powieszony karmnik już nie będzie działał po miesiącu, a fourmidor mamy w zakręcanej butelce i aplikujemy go zawsze w razie potrzeby.
Czy mrówki zginą w ciepłe dni? Niestety nie, mrówki faraona uwielbiają ciepło, giną już przy 0 temperaturze.
Co zrobić gdy sąsiedzi mają mrówki? Dla mnie święty spokój jest cenniejszy niż pieniądze, osobiście kupiłabym butelkę fourminadora i zrobiła samodzielnie dezynsekcję u sąsiadów pod i nad moim mieszkaniem, a także tych u tych mieszkających obok.











