12:32

18 kilogramów w dół! Życie na diecie od 01 lutego


Zaczęłam prowadzić bloga kulinarnego i... przytyłam 15kg. Chyba taki tytuł powinien mieć ten blog, ale domena byłaby kosmicznie długa ;)

Niedawno pisałam post o tym, jak schudłam 12 kilogramów, było to 10 marca a oryginalny post znajdziecie tutaj: Jak schudłam 12 kilogramów. Dwa miesiące później, czyli dziś, odzywam się do Was ponownie! Waga pokazała 18 kilogramów mniej. No to jest różnica... 

Jak zniknęło dodatkowe 6kg? Niektórzy spytają, dlaczego tylko 6. Otóż nadal trzymamy się naszej diety, cały czas. Wyjątkiem była Wielkanoc, kawałek weekendu majowego połączonego z komunią siostrzenicy i kilka cheatmeal - oszukanych posiłków. Wiele jest opinii, że cheatday (dzień swobodnego jedzenia) jest dopuszczalny, zamieniliśmy go jednak na cheatmeal czyli oszukany tylko jeden posiłek i nie stosujemy go raz na tydzień a raz na 10-15 dni. Inaczej by nam pewnie już dawno odbiło.




 
W ciągu tych dwóch miesięcy takie były nasze grzechy:

  • śniadanie wielkanocne z obowiązkową kiełbaską, ale nie używaliśmy majonezu 
  • piwo (jedno!) w weekend majowy i pajda ze smalcem
  • typowy polski obiad komunijny, kawałek tortu, kawałek ciasta
  • dwa razy po pół pizzy (raz na miesiąc)
  • dwa razy sushi (raz na miesiąc)

Waga nadal spada, a ja nie liczę już tak szaleńczo kalorii. Myślę, że jemy w okolicach 1300-1400kalc. Nawet gdybyśmy chcieli więcej, to szczerze... nie mamy na to miejsca w brzuchu. Ostatnim razem przy oszukanym posiłku, którym była jedna pizza na pół w okolicach godziny 16.30, okazało się, że nie jestem w stanie zjeść swojej połowy. No nie dałam rady, a kiedyś bez problemu zjadłabym 1,5 pizzy. Oczywiście po oszukanym posiłku był trening, ale nie o to mi chodzi. Pół pizzy o 16.30, żadne z nas nie było już głodne do następnego dnia rano. W okolicach 20.00 zastanawiałam się czy przygotować kolację, ale nadal byliśmy tak najedzeni, że odpuściliśmy posiłek. Kiedyś takie sytuacje wydawały się niemożliwe. 

Każdy dodatkowy kilogram bardzo cieszy, ale psuje też w głowie. Niestety zauważyłam to u siebie, gdy patrzę w lustro. Ciągle mi się wydaje, że nic nie schudłam, że jestem zalana tłuszczem i standardowe: wyglądam strasznie grubooo! Nie znalazłam jeszcze złotej metody jak sobie z tym radzić, póki co wyciągam ubrania, których nie miałam na sobie kilka lat (jak ta czarna sukienka sprzed 7 lat) i tłumaczę sobie: Zobacz, dopięłaś się! No to znaczy, że schudłaś...

Co dalej? Dalej zostały kolejne kilogramy, chciałabym schudnąć minimum 7kg jeszcze w tym roku, a docelowo to jeszcze dodatkowo 5kg, w sumie 12kg. Później zostanie mi praca na całe życie - utrzymać figurę. Póki co spodziewajcie się kolejnych wpisów, bo wiele dziewczyn pyta mnie o rady na początek. Więc posty typu jak zacząć dietę lub jaką aktywność fizyczną wprowadziliśmy będą się pojawiać na blogu. 

Jeśli macie jakieś pomysły, to dajcie mi znać w komentarzach, a jeśli potrzebujecie słów otuchy to zawsze zapraszam na priv. I pamiętajcie... do końca życia będę anonimowym żarłokiem, będę kochać jedzenie ale muszę się kontrolować, dlatego pewnie tak wiele z Was rozmawia ze mną na priv. Miłego dnia!


3 komentarze:

  1. Gratuluję. Wyglądasz wspaniale :) Życzę powodzenia w dalszej walce i niegasnącego uśmiechu na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Małgosiu wyglądasz wspaniale, wiem powtarzam się ale rozumiem Cię doskonale, na tym samym stołku jedziemy :)
    Choć ja gotuję i piekę normalnie to zjem malutki kawałek z tego......je moja rodzina która systematycznie ćwiczy więc nic jej nie grozi :D

    OdpowiedzUsuń

1. Dziękuję za pozostawienie komentarza.

2. Jeśli masz jakieś pytania to zawsze możesz napisać do mnie maila: mwroblewska@pro.wp.pl

Copyright © 2014 Lifestyle by Gotowanie i blogowanie , Blogger